Cztery
lata temu w moim rodzinnym mieście odbył się Szczecin Rock
Festival współorganizowany przez radio Eska Rock. Nie wdając się
w szczegóły (na to przyjdzie jeszcze pora), tak zaczęła się moja
przygoda z tą stacją. Owszem, przed festiwalem słuchałam radia,
ale sporadycznie. Nagle uświadomiłam sobie, że na częstotliwości
95,7 FM dzieją się fajne rzeczy, do sitka gadają fajni ludzie i
ogólnie jakoś tak fajno.
Więc
odtąd słuchałam codziennie, namiętnie, z wielką uwagą. Poszedł
sms jeden, drugi, dzięsiąty i zagnieździłam się na Facebooku w
komentarzach. Szybko wkręciłam się w rozmowy, zaczęłam
zapamiętywać
imiona i nazwiska, zarówno
radiowców jak i słuchaczy skrobiących na 'fejsbuku'. Takiej
atmosferze i dodatniej energii nie sposób się oprzeć. Było to w okresie, kiedy miałam lekkiego doła w związku z
porzuceniem Warszawy i powrotem do domu.
Eska
Rock okazała się świetnym lekarstwem. Nowe znajomości, różnych
form dialogi z radiem, pozytywne emocje i garściami czerpane
poczucie humoru. Tego mi było trzeba. Wsiąkłam w ten świat bez
reszty. Potem sypnęło się parę nagród płytowych, wyjazd na
koncert i święty graal... wizyta w studiu.
Zaproszona
przez Ojca Dyrektora Bisiora miałam zaszczyt i niepowtarzalną
okazję zobaczyć
jak prowadzi program i jak
to wszystko wygląda od kuchni. Pamiętam jak powtarzał parę razy
„widzisz Agatka, pomiędzy wejściami na antenę nic się nie
dzieje, wieje nudą”. Ale ja czułam się jak dziecko w
Disneylandzie! Pegaz, naczelny łakomczuch porwał niemal wszystkie
cupcakesy, które przyniosłam w prezencie dla moich gospodarzy,
Bisiora i Idy. Wendro tylko się zdążył załapać
na jednego. Dowiedziałam się, że w wyniku nieporozumienia z wyżej
wymienionym Jarkiem W. mój nr telefonu trafił na czarną listę, ale
Bisiu zaraz przywrócił mnie do łask. Podsłuchiwałam rozmowy ze
słuchaczami, wgapiałam w monitory, cykałam foty z tajniaka (do prywatnej kolekcji, żeby nie było), kopciłam papierosy z Ojcem Dyrektorem, łykałam
chciwie wszystko co się działo i poznawałam lepiej mojego nowego
przyjaciela, Eskę Rock. Przyjaciel,
który zawsze był blisko, który w ciągu naszej ponad 4-letniej
znajomości nigdy mnie nie zawiódł i któremu wiele zawdzięczam.Oj
jak wiele.
W
2010 roku na początku listopada miała miejsce, po raz pierwszy,
urodzinowa impreza radia (nasza Eska Rock kończyła 6 latek ^^).
Okazja nie tylko do posłuchania fantastycznej muzyki na żywo, ale
przede wszystkim do poznania rodziny. Bo tak, jesteśmy swego rodzaju
rodziną i byliśmy nią już zanim się po raz pierwszy
spotkaliśmy. Obie strony sitka ;) Oczekiwania nie zawiodły. Fajnie mieć taką rodzinę! Jako, że
jestem osobą z kreatywnym ADHD i mam wielu sobie podobnych wśród
fejsbukowej ekipy słuchaczy, przed imprezą padło hasło 'prezenty dla
radiowców'. Chęć
podziękowania za płyty,
koncerty, rozmowy na antenie, sympatię i prywatne żarty stała się
kamieniem węgielnym pod Tajne Stowarzyszenie Słuchaczy Eski Rock. W
skrócie TSSER, jest grupą, którą założyłam na fejsbuku, żeby
wraz z moimi poplecznikami mieć się gdzie naradzać, knuć i
kombinować
w kwestii giftów dla radiowej drużyny. Pierwsze podejście wyszło
nieco nieporadnie, choć intencje były zacne. Ale już w drugie
urodziny (na których mnie zabrakło ze smutnych przyczyn osobistych)
akcja prezentowa pozamiatała parkiet (a nawet scenę) i był tort!
Trzecie urodziny były dla mnie bombą emocjonalną, nie zawsze
zachowywałam się jak na przyjazne ludziom stworzenie przystało, ale
wierzę, że zostało mi wybaczone. Kiedy już stres czy wszystko się
uda (a przecudny tort się nie roztopi) zeżarł mnie do końca i
wypaliłam paczkę papierosów, przyszedł czas żeby wrzucić na
luz.Będzie dobrze... i było! Skoro wg głównodowodzącego
'rozjebaliśmy' system to musiało być ;]
Nieskromnie
wspomnę, że momentami czułam się jak sam Ojciec Dyrektor, wciąż
rzucałam do znajomych „sorry teraz nie mam czasu, porozmawiamy za
chwilę, zaraz wrócę, czekaj na mnie w palarni”. Uśmiechy,
uściski, pogawędki, rzucanie się sobie w ramiona, frajda z udanej,
prezentowej niespodzianki (której absolutnie nikt się nie
spodziewał ;) ), tysiące miłych słów... .
Rok
wcześniej nie pojawiłam się na Rocktoberfest Party (pomimo całego
zaangażowania w prezenty), ponieważ na krótko przed imprezą zmarł
na zawał mój tato. Szok, tragedia i nawał obowiązków wyłączyły
mnie z życia towarzyskiego, ale moja eskorockowa
rodzina (jak na prawdziwych krewnych przystało) podźwignęła mnie
z przygnębienia. Ponownie
podkreślę; rodzina po obu stronach radioodbiornika.
No i
nadszedł czas ósmych urodzin, a wsparcie i serdeczność jaką
zewsząd otrzymywałam uleczyła moje serce. Bez przyjaciół
jesteśmy nikim.
W
tym roku (9-te urodziny) siedziałam na ławce rezerwowych, trochę z braku czasu,
trochę z nadąsania, ale machina stowarzyszenia żyje i ma się
dobrze, jestem dumna z teamu TSSER, wyrobili 200 % normy. Scena
rocktoberowej imprezy urodzinowej znowu została roz...montowana. Nie
było lekko, z roku na rok poziom imprezy RFP się podnosi i my też
co roku ustawiamy sobie poprzeczkę wyżej, ale dajemy radę! I to
się już nie zmieni. W następnej edycji wracam do gry. Stać z boku i
podziwiać to dla mnie za mało.
Gdy
już emocje opadły i nie wiedzieć kiedy zleciał prawie tydzień
naszła mnie pewna refleksja. Ostatni rok był dla mnie bardzo
zajęty. Absorbowała mnie przede wszystkim praca ( a raczej dwie),
ale i wyjazdy w celach rozrywkowych i wszelakiej maści zajęcia
'pozalekcyjne'. Jednak cały czas czułam, że czegoś brakuje. Odkąd
wybrałam swoją życiową ścieżkę i zaczęłam nią człapać
musiałam zrezygnować z paru przyjemności, regularne słuchanie
radia było jedną z nich. I ok, nie bolało...
...aż do zeszłego wtorku. Kiedy pochłonęła mnie atmosfera dziewiątych urodzin ER zatęskniłam za radiowymi falami ze zdwojoną mocą. Zatem wracam do radioodbiornika, choćbym musiała komórkę na sznurowadłach za okno wywieszać!
W Kondziowym stylu kłaniam się w pas ekipie ER, za te 4 lata, za większy wpływ na moje życie niż moglibyście sobie wyobrazić, za uznanie i poważne traktowanie, ale przede wszystkim za serdeczność i przyjaźń. Za rok 10-te urodziny, będzie się działo! (będzie zabawa).
...aż do zeszłego wtorku. Kiedy pochłonęła mnie atmosfera dziewiątych urodzin ER zatęskniłam za radiowymi falami ze zdwojoną mocą. Zatem wracam do radioodbiornika, choćbym musiała komórkę na sznurowadłach za okno wywieszać!
W Kondziowym stylu kłaniam się w pas ekipie ER, za te 4 lata, za większy wpływ na moje życie niż moglibyście sobie wyobrazić, za uznanie i poważne traktowanie, ale przede wszystkim za serdeczność i przyjaźń. Za rok 10-te urodziny, będzie się działo! (będzie zabawa).
