Ostatnio dotarły do mnie dwie rzeczy, wróć, w zasadzie to trzy. Pierwszą niechcący uświadomił mi nowy znajomy. Mianowicie wcale nie jestem tak wygadana, przebojowa i pewna siebie jak mi się do tej pory wydawało.
I know, shocking.
Druga jest taka, że moje życie nie jest złe, ale łapię się na wzdychaniu do blogów lifestyle'owych i zastanawianiu czemu nie robię więcej tego, co mi dusza podpowiada. Wiecznie wynajduję jakieś wymówki; nie mam pieniędzy, czasu, mieszkam na zadupiu, z dala od przyjaciół i większego miasta, nie wyglądam.
No i ten przeklęty słomiany zapał. Zdałam sobie sprawę z tego, że sama siebie ograniczam, bo jestem zwyczajnie leniwa. A przecież mogłoby być tak pięknie.
Więc czas stanąć przed lustrem i tupnąć nogą. Mam dosyć własnego zrzędzenia, że życie mnie nie satysfakcjonuje!
Ah racja, jeszcze "po trzecie". Zaczęłam zauważać, że moje relacje z rodziną i przyjaciółmi zniżkują i nie mam co się oszukiwać, to moja wina. Wkradają się nerwy, brak pokory i gdzieś tam wybujałe lub zawiedzione oczekiwania. Co więc zrobić, żeby to naprawić? Mówią, że dla chcącego nic trudnego, a ograniczają nas tylko własne lęki i wyobraźnia.
I tu wchodzi blog! Mam taki plan; pisaniem pomóc sobie w rozwoju osobistym, realizowaniu marzeń, wykorzystywaniu wyobraźni i szukaniu nowych rozrywek.Chcę wracać do starego i odkrywać nowe, naprawiać przyjaźnie i je nawiązywać i zdobywać, jeszcze raz zdobywać (!), przede wszystkim przepis na ciekawsze życie. Też chciałbyś go poznać? Stay tuned ;)